Jak stosowałem metodę Siemionowej – osobiste doświadczenia.

Jeśli masz jakiekolwiek doświadczenia w stosowaniu systemu oczyszczania Nadieżdy Siemionowej (pozytywne lub negatywne), zapraszamy do dzielenia się nimi. Być może wiesz, gdzie zdobyć potrzebne preparaty. A może masz pomysły na środki, którymi można by było uzupełnić system. Tu śmiało możesz je zamieścić.

Re: Jak stosowałem metodę Siemionowej – osobiste doświadczenia.

Postprzez Dorka Śr lis 05, 2008 10:16 pm

Mona, ja robiłam już 3 kąpiele, ale nie byłam pewna, jak ta włosogłówka ma wyglądać. Niby pojawiały się jakieś białe "wypustki", ale nie tyle, aby trzeba było je golić. Na sórze ma taką kaszkę, z którą się borykamy od lat, a lekarze rozkładali ręce i mówili, że to normalne przy dojrzewaniu. Ale on to ma od 6-go roku życia. Te białe "wypustki"- takie łebki wychodzą też w ciągu tygodnia i są suchawe. Już sama nie wiem co to jest. Tym bardziej, że podałam mu Vermox, a on niby zabija włosogłówkę. Więc co to jest, to, co mu wychodzi...?
A wszystko zaczęło się od zgrzytania zębami. Lekarze lekceważyli to, bo nie miał żadnych innych niepokojących objawów. Przez przypadek dowiedziałam się o elektronicznej metodzie wykrywania pasożytów i poszłam tam z ciekawości. Okazało się, że ma owsiki, włosogłówkę i lamblie. Termin do lekarza mam dopiero na 13.11, więc postanowiłam sama do tego czasu rozprawić się z tymi pasażerami na gapę. Domowe sposoby na owsiki dawały mierne efekty i dlatego postanowiłam podać mu Vermox plus lewatywy.Mija 2 tydzień i ciągle jeszcze coś z niego wypłukuję i ta skóra też nie wygląda najlepiej. Dlatego pomyślałam o metodzie Siemionowej, ale trochę bałam się, że mu zaszkodzę.
Mona, a zbiteń też gotowałas? A jak Twóje dziecko połknęło piołun i zmielone goździki?? Jaką używasz dynię? Czy wystarczy kupić trgoroczną w łupinkach i ją obrać? Podpowiedz mi coś.
Dziękuję, że się odezwałaś:))
Dorka
 
Posty: 197
Dołączył(a): Pt paź 31, 2008 10:05 pm

Re: Jak stosowałem metodę Siemionowej – osobiste doświadczenia.

Postprzez Mona Pt lis 07, 2008 1:57 pm

Dorka, jak Twój syn ma tyle pasożytów zdiagnozowanych to nawet się nie zastanawiaj nad kuracją Siemionowej! I nie dawaj mu żadnej chemii! Szkoda dziecka, i przede wszystkim jego wątroby. To o czym pisałaś, o tych wypryskach na skórze może to być od pasożytów bo mój syn miał tego pełno na rękach i nogach, ale po kuracjach oczyszczających (przeszedł 2) nie ma śladu. Ja mu później jeszcze stosowałam kąpiele z wodą utlenioną i to też zauważyłam poprawia stan skóry. Lewatywy mam nadzieję robi wlewnikiem polecanym przez Siemionową? Bo taką ilość lewatyw nie wyobrażam sobie robić urządzeniem z plastikową końcówką:))
Dlaczego obawiasz się że zaszkodzisz dziecku? W tej kuracji wszystko jest naturalne i ilości też są minimalne także śmiało, my przeżyliśmy i mamy się coraz lepiej! Ja właśnie przeszłam tą kurację i super. Stosowałam pestki kupowane na wagę i je obierałam (to jest najbardziej męcząca czynność). Zbiteń jest obowiązkowy, ale musi być do niego naturalny miód od sprawdzonego pszczelarza (żeby nie zawierał domieszek cukru). Robiłam porcję na 2 dni, czyli z pół litra wody (w książce jest z litra czyli na 4 dni dla jednej osoby), zbiteń jest smaczny, syn pił go jako "wieczorne kakao". Piołun rzeczywiście jest bardzo gorzki, syn popijał go odrobiną wody i dopiero przeżuwał a ja wolę zupełnie suchy do żucia. Goździki dawałam całe do rozgryzania i polubiliśmy je bo są lepsze od gumy do żucia:))
W razie jakichkolwiek pytań pisz, a ja jak będę mogła to służę podpowiedzią:)) Wyjeżdżam na kilka dni, wszelkie odpowiedzi od wtorku. pozdrawiam :)
Mona
 
Posty: 58
Dołączył(a): Wt lip 15, 2008 1:43 pm

Re: Jak stosowałem metodę Siemionowej – osobiste doświadczenia.

Postprzez bado Pn lis 10, 2008 11:54 am

Witam. Od kilku miesięcy obserwuję to forum a teraz znalazłam chwilkę czasu i chciałabym się podzielić swoimi doświadczeniami. Podobnie jak u kilku osób które tu pisały moje problemy ze zdrowiem trwają już „latami”... Obeszłam, a raczej objeździłam wielu lekarzy z marnym skutkiem. Wiele razy (przy każdej zmianie lekarza) miałam robione badania kału i krwi które nic nie wykazywały (co najwyżej wyszły lamblie i to też nie zawsze !!! – pomimo, że badanie było robione testem immunoenzymatycznym). Nawet przy tak nieprzyjemnych objawach jak stałe nudności, biegunki, stany podgorączkowe, nocne poty i wiele innych byłam dla lekarzy okazem zdrowia, wysyłali mnie do psychologa, kazali uśmiechać się do siebie w lusterku (autentycznie !!!) ....itp. Zaczęłam od konwencjonalnego leczenia chemią – metronidazol, tinidazol,..., potem zioła O.Grzegorza, leki homeopatyczne, bioenergoterapeuci. Jeżeli występowała poprawa to na krótko. Po „zwiedzeniu” wielu gabinetów na Śląsku pojechałam do Warszawy do przychodni Vega Medica – znów dostałam kupę leków chemicznych które niewiele pomogły... Dowiedziałam się tylko, że wiele moich objawów (nudności, zatkany nos, zatoki, swędzenie...) mogą być związane z alergią na pokarmy (głównie jaja i mleko), którą u mnie stwierdzono. Po odstawieniu tych produktów rzeczywiście nastąpiła poprawa – ale o wyleczeniu nie można było powiedzieć. Udałam się do poradni alergologicznej gdzie wiekowy prof..dr habilitowany stwierdził na podstawie testów skórnych (!!!) że nie mam alergii pokarmowej bo u dorosłych takie alergie nie występują....
Następnie pojechałam do dr Janusa – przez 9 miesięcy przyjmowałam preparaty przez niego przepisane i rygorystycznie przestrzegałam diety przeciwgrzybiczej (oczywiście wykluczyłam jaja i mleko i produkty w których one występują). Znowu efekt nie był taki jakiego mogłabym się spodziewać.
Dopiero przy następnej wizycie (pomiędzy wizytami była przerwa – urodziłam dziecko) została wreszcie po wielu latach postawiona właściwa diagnoza za pomocą aparatu Mora – oprócz lamblii i grzybicy – glista. Niestety było już za późno dla mojego dziecka...Zmarło wcześniej na białaczkę. Teraz jestem pewna, że przyczyną jej choroby były pasożyty...
Dr. Janus na pasożyty kazał zażyć zentel. Nie odczułam żadnej różnicy przed zażyciem i po... Za to postanowiłam spróbować pestek z dyni. Na początku były to pestki łuskane chińskie. Po 3 dniach jedzenia po ok. 5dkg dostałam totalnej biegunki z wymiotami. Potem jeszcze kilka razy przeprowadzałam jedzenie pestek w dużych ilościach - za każdym razem kończyło się strasznymi biegunkami. W międzyczasie zażywałam Paraprotex, piłam zioła.
Na przełomie sierpnia i września przeprowadziłam 2- tygodniową kurację Siemionowej. Brakowało mi w książce informacji o samopoczuciu podczas kuracji (przez pierwsze 2-3 dni czułam się osłabiona, potem czułam się bardzo dobrze) oraz jak często można stosować tą kurację. Może ktoś wie ????
Po każdej kuracji „pestkowej” a także po kuracji Siemionowej czułam się znacznie lepiej – zaczęłam lepiej spać, wróciły siły, znów mogę jeść miód (jeszcze podczas kuracji musiałam zrezygnować z picia zbitnia bo po miodzie kręciło mi się w głowie, wszystko mnie swędziało, nie mogłam się skupić, a następnego dnia rano było mi niedobrze)

Niestety mam wrażenie, że pomimo, że nastąpiła duża poprawa nie wszystkie robaki zostały zlikwidowane. Od kuracji Siemionowej w każdą sobotę do południa jem pestki z dyni (najwięcej udało mi się zjeść 12-13dkg – potem robi mi się strasznie niedobrze i więcej nie mogę) - kilka razy skończyło się to biegunkami, raz z wymiotami. Ile pestek z dyni jesteście w stanie zjeść naraz ???

Teraz zakończyłam I kurację (rozszerzoną) nalewką z orzecha preparatami Medi Flowery. Na początku kuracji było trochę lepiej, pod koniec nastąpiło pogorszenie samopoczucia ale nic ze mnie nie „wyszło”.
Próbowałam też aparatów zapper i jestem przekonana, że p.Lilianna Bondarczuk Elmborg ma rację twierdząc, że nie wszystkie pomagają a niektóre mogą wręcz szkodzić !!! Na własnej skórze przekonałam się, że po stosowaniu aparatów zakupionych na allegro zaczęły boleć mnie zęby (nie mogłam jeść nic kwaśnego, np. jabłka, kiszonej kapusty) i zaczęły wypadać mi plomby co oznacza, że aparat zlikwidował nie tylko chorobotwórcze bakterie ale również te „dobre” w tym przypadku w jamie ustnej. Nie wiem czy drogie aparaty polecane przez Medi Flowery są rzeczywiście warte tych pieniędzy i nie dają efektów ubocznych. Może ktoś ma jakieś doświadczenie z tym aparatem ?
Jak długo może trwać takie leczenie z glist ? Czy znacie lekarza/zielarza który się na tym naprawdę zna ?
bado
 
Posty: 3
Dołączył(a): Pn lis 10, 2008 11:39 am

Re: Jak stosowałem metodę Siemionowej – osobiste doświadczenia.

Postprzez hall Pn lis 10, 2008 7:14 pm

Też mam takie wrażenie,że pomaga ale jednak nie do końca,no z tym,że ja mam wybitnie ciężki przypadek i 3 tyg kuracji to może za mało-jednak jak nie znajdę lepszej alternatywy to będę ją kontynuował do skutku,z tym,że lewatywy zaprzestałem po 3 tygodniach.

A co do tego Zappera to jak go stosowałaś?? włączałaś tzw ogólny program czy konkretną częstotliwość na konkretną bakterię ??
Avatar użytkownika
hall
 
Posty: 53
Dołączył(a): Pt paź 24, 2008 10:53 am

Re: Jak stosowałem metodę Siemionowej – osobiste doświadczenia.

Postprzez Dorka Wt lis 11, 2008 2:10 pm

Bado, rzeczywiście Twój przypadek jest bardzo trudny. Jestem ciekawa jaką glistę zdiagnozowali u Ciebie. Czy to ludzka, czy psia. Bo to właśnie podobno psią jest niezmiernie trudno usunąć, a zwłaszcza jej jajka i larwy. Ja teraz jestem na drugim etapie oczyszczania wg. Siemionowej. Zdołałam zjeć tylko 110g pestek. Ale swoje oczyszczanie zaczęłam od Vermoxu(2tabl przez 3 dni), który wybił sporo pasożytów i po tygodniu podjęłam kurację Siemionowej. Lewatywy robię bardzo często i uważam, że są niezbędne. Wszystko pięknie wupłukuję i przy okazji dokładnie widzę co wychodzi. Ja też byłam na testach na pasożyty w Vega Medika, ale tam nie znaleziono u mnie glisty. Podczas mojej kuracji sama zobaczyłam coś, co myślę, że jednak jest glistą. No i zastanawiam się jak to było sprawdzane-"po łepkach"?? W czwartek idę tam ponownie z dzieckiem do lekarza i zagadnę jak to możliwe, że czegoś nie wykryli....a ja to mam. :cry:
Zastanawiam sie nad wyjazdem do ośrodka Siemionowej, ale najpierw chciałabym poczytać o wrażeniach tych, którzy tam byli. Bo podobno był organizowany jakiś wspólny wyjazd grupy polskiej.
Bado, pestki z dyni nie wszystkie pasożyty uśmiercają, może niepotrzebnie się tak katujesz. A miałaś wszystkie preparaty Siemionowej?
Ja gotuję zbiteń, ale robię też takie"herbatki" z kardamonu, cytryny, goździków, kminku i imbiru, dość mocne i to piję na gorąco. Te wszystkie składniki są też przeciwpasożytnicze. W zbitniu jest jeszcze liść laurowy w ogromniej ilości i on daje taki dziwny śluz, jak len. Może gotuj sobie to wszystko bez miodu, zawsze coś. Pozdrawiam.
Dorka
 
Posty: 197
Dołączył(a): Pt paź 31, 2008 10:05 pm

Re: Jak stosowałem metodę Siemionowej – osobiste doświadczenia.

Postprzez bado Wt lis 11, 2008 7:01 pm

Niestety nie wiem jaką glistę u mnie znaleziono, bo pani tego nie sprecyzowała przy badaniu. Jeżeli chodzi o preparaty Siemionowej to miałam wszystkie, które są u nas dostępne.
Co do zappera to stosowałam i tak i tak – miałam dwa zappery i już ich nie dotykam. Za to czeka mnie kolejna wizyta u dentysty.
Też mam zamiar kontynuować do skutku. Może macie jakieś pomysły co można jeszcze robić pomiędzy kuracjami Siemionowej ? (bo myślę, że trzeba je powtarzać co jakiś czas – przynajmniej do całkowitego wyleczenia)
bado
 
Posty: 3
Dołączył(a): Pn lis 10, 2008 11:39 am

Re: Jak stosowałem metodę Siemionowej – osobiste doświadczenia.

Postprzez bado Wt lis 11, 2008 7:10 pm

Byłam na Targach Medycyny Naturalnej w Katowicach w październiku i akurat był wykład lekarki na temat pasożytów. Mówiła, że bardzo trudno wykryć w kale jaja glisty, dodała też, że jeżeli ktoś ma samce glisty to jaj nie będzie !!!!
bado
 
Posty: 3
Dołączył(a): Pn lis 10, 2008 11:39 am

Re: Jak stosowałem metodę Siemionowej – osobiste doświadczenia.

Postprzez Roman Wt lis 11, 2008 9:16 pm

Z tymi glistami to oczywiście prawda.Od zębów jest wiele chorób i mogą być nawroty.Słaby prąd zappera nie zabija pasozytów w komorze zębowej.Niewskazane jest wg Clark leczenie kanałowe.
W wielu chorobach znacznie pomaga przeprowadzenie czyszczenia wątroby.Najlepiej metodą Clark.Można znależć na końcu książki lub w internecie.Szczególnie przy dolegliwościach alergicznych.
Roman
 
Posty: 140
Dołączył(a): So lut 09, 2008 7:37 pm

Re: Jak stosowałem metodę Siemionowej – osobiste doświadczenia.

Postprzez Mariusz Wt lis 11, 2008 11:34 pm

Teraz zakończyłam I kurację (rozszerzoną) nalewką z orzecha preparatami Medi Flowery.

Najbardziej skuteczna jest nalewka wykonana własnoręcznie. Podczas użycia najlepiej by byla koloru zielonkawego. Taka jest właśnie najmocniejsza. (Mowa o nalewce orzechowej wg Clark) Jeśli jest brązowa to znaczy ze jej najlepszy czas działania przeminął i nie będzie działać należycie.

pojechałam do Warszawy do przychodni Vega Medica – znów dostałam kupę leków chemicznych które niewiele pomogły

godne zastanowienia. To już nie pierwsza osoba ma takie doświadczenie.

Niestety mam wrażenie, że pomimo, że nastąpiła duża poprawa nie wszystkie robaki zostały zlikwidowane.

Niewykluczone. W wyniku wieloletnich chronicznych chorób i dlugotrwałego przyjmowania "szkodliwych" leków oraz w zależności od stopnia zaawansowania choroby samo leczenie w takich przypadkach trwa 2-3 lata. Wynika to z fizjologii. I tu właśnie najwięcej osób popełnia błąd przerywając kurację np. w przeciągu miesiąca. Od momentu np. oczyszczenia wątroby od pasożytów potrzeba ok 1,5 roku czasu na zregenerowanie i przywrócenie jej funkcji. Dopiero jak wątroba całkowicie będzie spełniała swoje zadanie to inne organy będą w stanie również się regenerować. Każdy narząd jest powiązany i zależny od innych.
Inną istotną sprawą jest fakt iż pasożyty lubią się otarbiać w zwapniałe "skorupki"otoczki. Wtedy żaden lek nie jest w stanie ich zabić. I by to zrobić wymagany jest czas na rozpuszczenie tej otoczki, poprzez np. prawidłową dietę. Wtedy dopiero będą bezbronne. Poznając cykle życiowe szybko dowiemy się iż to wymaga czasu. Dlatego wymagane jest powtarzanie w pierwszym roku programu siemionowej 3-4 razy, w drugim roku 2-3 razy, następnie 1 raz w roku.

Czy znacie lekarza/zielarza który się na tym naprawdę zna ?

W Polsce nie ma żadnego lekarza, który w tym temacie jest od 40 do 100% skuteczny.

Może macie jakieś pomysły co można jeszcze robić pomiędzy kuracjami Siemionowej ?

Między poszczególnymi kuracjami Siemionowej należy oczyszczać oddzielnie każde narządy po kolei.
Tutaj każdy ma wybór: Tombak, Małachow, Jelisejewa.
Mariusz
 
Posty: 66
Dołączył(a): Pt lut 08, 2008 5:28 pm

Re: Jak stosowałem metodę Siemionowej – osobiste doświadczenia.

Postprzez myszka Cz lis 13, 2008 2:04 am

Cześć:) Właśnie przygotowuję się do kuracji Siemionowej. Ponieważ mam pewne obawy co do samopoczucia w trakcie oczyszczania ciała :| to bardzo proszę o praktyczne rady osoby, które już są po kuracji – zwłaszcza Monę i Bado.
Pytania jakie nasuwają mi się na szybko to :
- Czy w trakcie kuracji korzystaliście z sauny?
- Czy wykonywaliście jakiekolwiek ćwiczenia z książki? Jeśli tak, to które?
- Jak czuliście się w czasie całej kuracji?? Czy byliście osłabieni (np. jak przy grypie) i jak długo?
- Czy często bolał brzuch?
- Co było dla was najgorsze w tym okresie?
I najważniejsze pytanie: mój maluszek ma dopiero 11 miesięcy i jego też chciałabym odrobaczyć. Może ktoś ma wiedzę szczegółowo jak postępuje Nadieżda Siemionowa z tak małymi dziećmi??
myszka
 
Posty: 2
Dołączył(a): Cz lis 13, 2008 1:56 am

Re: Jak stosowałem metodę Siemionowej – osobiste doświadczenia.

Postprzez Mona Cz lis 13, 2008 6:58 pm

Witaj Myszka:) Odpowiadam na pytania:
-z sauny nie korzystałam, ale jak masz taką możliwość to korzystaj jak najbardziej, moje dziecko miało uciekające robaki z przewodu pokarmowego w nogach, gdybym stosowała saunę to pewnie by mu wszystko wylazło, ja posiłkowałam się kąpielami z dehelmintyka 1 i gorącą wodą z cytryną,
-wykonywałam z dzieckiem wszystkie ćwiczenia oddechowe (rano tak jak zaleca Siemionowa), a popołudniu gimnastykę statyczną, oczywiście dziecko tyle ile mogło:),
-w czasie kuracji samopoczucie u nas było bardzo dobre, jedynie dyskomfort był po lewatywach, miałam takie wrażenie jakby część tej wody zostawała w jelitach i opróżniały się tak zupełnie dopiero podczas dnia, a tak to czułam się leciutko i rześko, u nas nie było osłabienia, ja byłam zmęczona przygotowywaniem wszystkiego dla siebie i dziecka:) i u mnie było kiepskie samopoczucie w dniu z pestkami bo ciężko zjeść je w dużej ilości i podczas 1 kuracji męczyła mnie okropnie wątroba i przełyk (nadmiar żółci), ale to pewnie dlatego że nie mam woreczka żółciowego, podczas 2 kuracji było już dobrze,
-nie bolał brzuch, a wręcz ten ból u dziecka ustąpił,
-najgorszy był dzień z pestkami (j.w.),
co do malucha to z tego co wiem nie odrobacza się tak małych dzieci, ale może ktoś ma większą wiedzę:) pozdrawiam :)
Mona
 
Posty: 58
Dołączył(a): Wt lip 15, 2008 1:43 pm

Re: Jak stosowałem metodę Siemionowej – osobiste doświadczenia.

Postprzez Dorka Pt lis 14, 2008 7:15 pm

Myszka, ja też już powoli kończę kurację Siemioniwej. Nie korzystałam z sauny, nie robiłam ćwiczeń(błąd),ale stosowałam wszystkie specyfiki, jakie Ona zaleca. Czuję sie bardzo dobrze, nic mnie nie bolało, lewatywy nawet "polubiłam"i widok wypłukiwanych pasożytów bardzo mnie dopinguje.Największy problem mam z wlewaniem na noc tak małej ilości oleju lnianego, bo przy lewatywach zawsze zostaje mi w rurce właśnie taka porcja. Ona poprostu nie chce już wypłynąć. Próbowałam to wprowadzać strzykawką, trochę mi się udało, ale to fatalny sposób.
MONA, a jak Ty to robiłaś.
Najbardziej nieprzyjemne jest jedzenie pestek i pragnienie, które cię męczy, a którego nie da się ugasić, bo nie możesz nic pić. Dopiero jabłko podczas obiadu łagodzi te niemiłe doznania.
Gdy zjadłam pestki, to starałam się być cały czas aktywna. Mój mąż po wypiciu soli gorzkiej kiepsko się poczuł i poszedł spać. To było fatalne, bo czuł się coraz gorzej, nawet następnego dnia wszystko go bolało. Ważny jest ruch i picie na drugi dzień dużo wody z cytryną.
Zastanawiam się czy przypadkiem nie przedłużyć sobie tego oczyszczanie, robiąc jeszcze raz drugi tydzień, ale bez pestek. Cały czas coś ze mnie "wychodzi" i myślę, ze nie należy tego przerywać.
Byłam wczoraj z dzieckiem w Vega Medica. I wyobtaźcie sobie, że też dostałam kurację chemicznymi lekami. I jest tego bardzo dużo, bo aż 3 rodzaje tabletek przeplatane ziołowymi nalewkami. Sama nie wiem co robić. Na moje pytanie jak bardzo są toksyczne te leki pani doktor odpowiedziałą, że mniej niż toksyny pasożytów.
Poradziła mi abym po Siemionowej zrobiła jeszcze u siebie 4 tygodniową kurację ziołami z kminkiem(2tyg) i ziołami z tatarakiem(2 tyg). Powinno się też pić wodę, ale tylko o temperaturze ciała, nie pokojowej, bo organizm traci niepotrzebnie energię na jej podgrzanie, 30ml na 1kg ciała. Trzeba też bezwzględnie odkwasić organizm np. Alkalerem i stosować Miksturę Oczyszczającą Słoneckiego. :? Dużo roboty :cry:
Co Wy na to....
Dorka
 
Posty: 197
Dołączył(a): Pt paź 31, 2008 10:05 pm

Re: Jak stosowałem metodę Siemionowej – osobiste doświadczenia.

Postprzez Mona Śr lis 26, 2008 9:23 am

Dorka, przy robieniu mikrolewatyw zostawało trochę płynu we wlewniku, ale ja już nie próbowałam zaaplikować go w inny sposób. Tyle ile się dostało do odbytu, tyle było:)) Pisałaś, że byłaś w Vega Medice z dzieckiem, jak wyszły badania? Domyślam się, że "coś" znaleziono skoro Ty też dostałaś leki. Ja również wielokrotnie słyszałam od lekarzy, że leki chemiczne na pasożyty są mniejszym złem niż same pasożyty bytujące w organizmie. Nie zgadzam się z tym twierdzeniem, ponieważ mamy naturalne i SKUTECZNE kuracje na pasożyty. Robaki na leki chemiczne się uodparniają tak jak bakterie na antybiotyki. Także więcej z nich szkody niż pożytku. Co do odkwaszania organizmu to piszesz o Alkalerze, czy to jest preparat homeopatyczny firmy Sanum?, bo moje dziecko podczas chemicznej kuracji na pasożyty dostawało Alkala N na odkwaszanie właśnie.
Natomiast MO Słoneckiego ma swoich przeciwników i zwolenników, ja swego czasu stosowałam podobną miksturę, bo olej z oliwek z aloesem rozcieńczonym wodą i sok z cytryny (na oczyszczenie wątroby). Osobno stosowałam citrosept na grzybicę, ale nie przynosiło to rezultatu, może dlatego że nie wiedziałam że powinnam zmienić również dietę, a może dlatego że stosowałam ją tylko 6 tygodni.
Pracy zawsze jest sporo przy takich kuracjach, trzeba też być konsekwentnym i cierpliwym, a my chcemy przeważnie wszystko "na już", ale warto się potrudzić bo efekty są rewelacyjne!
Mona
 
Posty: 58
Dołączył(a): Wt lip 15, 2008 1:43 pm

Re: Jak stosowałem metodę Siemionowej – osobiste doświadczenia.

Postprzez Dorka Cz lis 27, 2008 8:44 pm

Mona, ja w Vega Medica byłam najpierw na testach, na pasożyty, a dopiero potem na wizycie u lekarza. A, że trzeba było długo czekać na tą wizytę postanowiłam na własną rękę coś porobić z tymi pasożytami. Myślałam, że podczas tej wizyty pani doktor sprawdzi dziecko jeszcze raz, ale okazało się, że to robi tylko pani Ela(u której to właśnie robiliśmy wcześniej), a ona tylko udziela porady lekarskiej i ustala kurację. Zatkało mnie. :o Co za kombinacja, napędzanie sobie nawzajem pacjentów. Najgorsze jest to, że są bardzo długie kolejki do tej jedynej pani Eli. :cry: Byłam pewna, że to na porządku dziennym jest sprawdzanie pacjenta, zwłaszcza, że minęło dużo czasu i pacjent był "leczony" domowymi sposobami. Tu chodzi, jak zresztą wszędzie, o forsę :!: Pani doktor zapisała wśrów leków chemicznych również antybiotyk. Nie wykupiłam go.Na to odkwaszenie dostałam ten sam preparat co Ty, oraz enzymy trawienne z papai, nalewkę z orzecha i ziół Vernicadis. Używałaś ten preparat na odkwaszanie i z jakim rezultatem? Mona, pisałaś, że u twojego syna ta włosogłówka weszła mu w nogi. Co to znaczy? Bo u mojego ona wychodzi przy każdej kąpieli(nie tylko tej ziołowej) i nie widać końca. Najgorzej wyglądają pośladki(pełno drobnych krostek) i okropnie się drapie. One potrafią lekko wyjść,takie białe łepki, już suchawe i są swędzące. Jak wyglądały u twojego syna? Czy też były takie białe? Brakuje nam cierpliwości.
Ja skończyłam Siemionową i jestem na ziołach z kminkiem(mieszanka kilku ziół), lewatywach(ciągle co wypłukuję) i zaczęłam pić wodę utlenioną, wodę z solą wg. Nieumywakina.
Stosowałaś coś?? Mam też książkę Jelisejewej i dowiedziałam się o różnych jej ciekawych metodach, ale wg.mnie są one trudniejsze do stosowania.
Oczyszczam sobie stawy za pomocą wywaru z liści laurowych, bo po Siemionowej wysiadły mi dłonie.
Jestem ciekawa, czy znasz te metody Jelisejewej i Nieumywakina i co o nich sądzisz.
Pozdrawiam :)
Dorka
 
Posty: 197
Dołączył(a): Pt paź 31, 2008 10:05 pm

Re: Jak stosowałem metodę Siemionowej – osobiste doświadczenia.

Postprzez Dorka Cz lis 27, 2008 9:02 pm

Mona, podaję Ci stronę do poczytania o citrosepcie, który jest bardzo kontrowersyjnym specyfikiem http://www.jaworek.net/kosmetyki/obalan ... pfrut2.php
Ja z niego zrezygnowałam. Poczytałam sobie wypowiedż dr. Janusa i nie bardzo mnie przekonał.
Dorka
 
Posty: 197
Dołączył(a): Pt paź 31, 2008 10:05 pm

Re: Jak stosowałem metodę Siemionowej – osobiste doświadczenia.

Postprzez Mona Pt lis 28, 2008 10:34 am

Dorka, ja mam taką książkę o citrosepcie, ale wiesz jak to jest. Jej wydanie mogło być sponsorowane przez producenta specyfiku (tak jakoś dawało się to odczuć podczas czytania). Co do Twojej wizyty to rzeczywiście dziwna sytuacja, sprawdzanie wcześniej a wizyta u lekarza później :? Ja chodziłam do lekarza do Natury Medici na oberon ale było to wszystko załatwiane podczas jednej wizyty, też dostawałam dla dziecka Vernicadis, nalewkę z łupin orzecha amerykańskiej firmy NOW, ale płaciłam za nią niesamowite pieniądze a przecież można ją kupić "za pół ceny" w hurtowni chińskiej http://www.zhenlu.pl Niestety tak zarabiają pośrednicy! Ale i tak ktoś poruszył ten problem, że ta nalewka nie jest tak czysta biologicznie jak się pisze. Ja zrobiłam swoją z takich orzechów jakie miałam. Chyba lepsza i jeszcze tańsza jest ta z medi-flowery.pl, ja ją zamawiam telefonicznie we Wrocławiu. Preparat Alkala N moje dziecko brało, ale o zgrozo z dietą dla alergików, która dopuszczała w dużej ilości mięso, które przecież zakwasza organizm, lekami na pasożyty, no tak sobie myślę że nieźle to się przyczyniło do tego w jakim strasznym stanie był później:(( Ja już bym tego wszystkiego nie kupowała, szkoda kasy i organizmu. U nas świetnie sprawdziła się Siemionowa i już.
Pisałam, że u syna podczas 1 kuracji Siemionowej chyba na 3 lub 4 dzień zrobiły się krwisto-czerwone-brązowawe nogi od kolan do kostek, ale czy to była włosogłówka akurat tego nie wiem. On też miał takie skorupki, jeszcze przed kuracjami, ale na nogach i rękach i trochę na policzkach. Ja po przeczytaniu książki Nieumywakina zaczęłam stosować kąpiele z wodą utlenioną u syna i skóra jest gładka, zeszły te grudki:) Ale sądzę że to jest jeszcze wpływ samych kuracji przeciw pasożytom. Teraz przygotowuję go do 3 kuracji. Książki Jelisejewej jeszcze nie mam, ale mam zamiar teraz zamówić.
Ja książkę Nieumywakina poleciłam rodzicom i oni stosują kurację, mimo że na jej początku czuli się bardzo źle, ale przeczekali i jest dobrze i widzą pozytywne zmiany! Wodę utlenioną pije też mój mąż (przypływ energii) i przeszedł kurację oczyszczającą wątrobę, ale jedna to za mało. Co do mnie to piję propolis i jem naturalne miody, oczywiście oprócz odrobaczania! Przecież jak wieczorem zalejesz łyżeczkę miodu letnią wodą to rano też będziesz piła sporą dawkę wody utlenionej i to pewnie dlatego miody tak świetnie sprawdzają się w infekcjach i nie tylko:)
Mona
 
Posty: 58
Dołączył(a): Wt lip 15, 2008 1:43 pm

Re: Jak stosowałem metodę Siemionowej – osobiste doświadczenia.

Postprzez Dorka So lis 29, 2008 4:12 pm

Mona, a jak robisz tą kąpiel. Wiem, że używa się 4-5 buteleczek wody utlenionej, ale nie wiem na jaką ilość zwykłej wody w wannie. Ja zrobiłam sobie tonik i widzę poprawę. Rozjaśnia mi się skóra i mam mniej krostek. One zginęły mi też podczas kuracji Siemionowej, a borykalam sie przez wiele lat z różnymi wypryskami.
Dorka
 
Posty: 197
Dołączył(a): Pt paź 31, 2008 10:05 pm

Re: Jak stosowałem metodę Siemionowej – osobiste doświadczenia.

Postprzez Mona Pn gru 01, 2008 6:40 pm

Dorka, na początku stosowałam 4-5 butelek na kąpiel z dużą ilością wody. Wody było więcej niż połowa wanny. Każdy ma inną wannę, ale myślę że nie ma to aż tak dużego znaczenia. Wykonałam tak u dziecka kilka kąpieli. Teraz wlewam butelkę lub dwie na mniejszą ilość wody, wlewam wodę tak na wysokość ok. 15 cm od dna. A jak dziecko kąpie się czasami w większej ilości wody, to też 1-2 butelki.
Mona
 
Posty: 58
Dołączył(a): Wt lip 15, 2008 1:43 pm

Re: Jak stosowałem metodę Siemionowej – osobiste doświadczenia.

Postprzez dicanio Wt gru 02, 2008 11:07 pm

Witam wszystkich i błagam o ratunek.
Mój syn ma 16 lat ,a około 2 lat temu dowiedzieliśmy się,że ma tasiemca.Poszedł do lekarza z tym co z niego wyszło i lekarz bez żadnych badań przepisał mu jakiś lek , po którym mu po 3 dniach wyszedł mu z kałem około 150 cm . Ucieszyliśmy się ,że to już koniec.Nic błędnego , gdy zapomnieliśmy już o tym po 6 miesiącach syn zauważył ,że znowu normalnie podczas chodzenia wylatują mu kawałki tasiemca z odbytu.Znowu do tego samego lekarza i dał teraz jakieś niby mocniejsze leki , ta sama historia po 3 dniach znowu około 150 cm. Za trzecim razem pojechałem do Kielc do jakieś kliniki , a tam zaczeli właśnie jakimiś prądami sprawdzać,jakies elektrody kazali mu trzymać prawie przez cały dzień ,wydałem tam chyba z 600 zł pomyślałem ,że to jakiś czarodziej i odjechałem ale dał jakiś lek za który u niego zapłaciłem 30 zł a w aptece kosztował 15. Dlatego uważałem go za oszusta . Ale na wynikach tych jego badań wyszło ,że ma glistę i tasiemca. Teraz babcia kazała mu pić barszcz po którym zaczął tasiemiec znowu wychodzić. W k....m się i poszedłem do tego lekarza znowu, to nareszcie dał skierowanie na badania kału, który miał przynosić przez 3 dni , ale dodał ,że dobrze by było gdyby kawałek tasiemca też przynieść .Dzisiaj odebrałem wyniki na których jest napisane że są jaja pasożytów Taenia (myślę,że to tasiemiec) ale o gliście nie ma śladu.
Co teraz robić czy ma jeść te pestki z dyni czy coś innego, czy reszta rodziny tez musi.Prosze o pomoc
dicanio
 
Posty: 1
Dołączył(a): Wt gru 02, 2008 10:43 pm

Re: Jak stosowałem metodę Siemionowej – osobiste doświadczenia.

Postprzez yar Śr gru 03, 2008 11:09 am

dicanio napisał(a):Witam wszystkich i błagam o ratunek.
Prosze o pomoc


Proponuję zacząć od przeczytania tego tematu: viewtopic.php?f=10&t=18
Avatar użytkownika
yar
 
Posty: 16
Dołączył(a): So lut 09, 2008 7:37 pm

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kuracja Nadieżdy Siemionowej – opinie, doświadczenia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

cron